Westerplatte w pogotowiu

wiosna 1939 r.

W obliczu narastającego kryzysu od wiosny 1939 r. na Westerplatte zarządzono stan pogotowia i rozpoczęto przygotowania do obrony. Wprowadzono system alarmowy w razie ataku, całkowite zaciemnienie terenu w porze nocnej, szczegółową kontrolę pociągów wjeżdżających na teren składnicy, dozbrajano stanowiska ogniowe, sprawdzano linie telefoniczne, rozstawiano zasieki i potykacze, usuwano nadmiar zadrzewienia na liniach ostrzału karabinów maszynowych. Potajemnie wzmocniono stan załogi do ok. 200 osób.

„W maju rozpoczęliśmy prace związane z przygotowaniem terenu do obrony; trwały dniem i nocą. Prace przy budowie umocnień utrudniał las i resztki starych fortów; ponadto trzeba ją było wykonywać w ciszy. Przy każdym zbliżeniu się Schupo musieliśmy pracę przerywać, przed świtem zaś wykonane roboty dokładnie maskować. Przy budowie zasieków używano młotków i gwoździ z podkładką z wojłoku, aby stłumić stuk, ale takie wbijanie kołka czy gwoździa pochłaniało rzecz jasna więcej czasu”.

Chorąży Jan Gryczman

Wszystko miało być zrobione nocą, tak aby Niemcy nic nie zauważyli. A więc noc w noc kopiemy, układamy belki, świeżo wykopaną ziemię pokrywamy darnią, maskujemy. Rankiem nikt nie może zauważyć nic podejrzanego. Po kilku dniach stanowisko jest gotowe; półkole z podłogą, belka pod lemieszem, po lewej stronie schron na amunicję, po prawej dla obsługi; wszystko umocnione belkami, blachą i ziemią, zamaskowane pod brzozą, precyzyjnie wymierzone, tak jak uczono w toruńskiej szkole artylerii. Robota musi być niezawodna, gdyż nie można wytoczyć działa z magazynu, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Nie koniec na tym. Od stanowiska w kierunku na każdy cel trzeba jeszcze przecinać między drzewami luki, robić drogę dla pocisku. Nocami znikają więc z drzew gałęzie, a czasami i całe drzewa, wspinamy się po nich jak duchy. Luki muszą być wolne od gałęzi, by przelatujący pocisk nie eksplodował, gdyż jego odłamki raziłyby wtedy własną załogę, która ma przygotowane stanowiska broni maszynowej przed nami. Luki nie mogą być zbyt szerokie, ponieważ Niemcy mogliby je zauważyć.

Wreszcie pod koniec sierpnia wszystko jest gotowe. Oficerowie z zadowoleniem oglądają wyniki pracy tych kilku artylerzystów, którzy kopali nocami jak krety. Ja osobiście martwię się, że armaty złożonej przez puszkarza z Dowództwa Marynarki nie można wypróbować. Nie ma gwarancji, czy po pierwszym strzale ten stary grat się nie rozleci...”

Kapral  Eugeniusz Grabowski

Cytaty z książki: Westerplatte, oprac. Zbigniew Flisowski, Warszawa 1978 

 

Znajdź na wystawie Westerplatte